Wszystko zaczęło się w piątkowy poranek, gdy Kaśka równocześnie dostała dwie propozycje. Otworzyła się przed nią możliwość awansu w firmie, w której pracowała. Jednocześnie kolega ze studiów zaproponował jej, by wspólnie poprowadzili szkołę artystyczną dla dorosłych. Cały dzień Kasia biła się z myślami, gdy w końcu usnęła, dwójka jej najbliższych przyjaciół – Ego i Serce – postanowili pogadać.

 

– Słuchaj Serce – zaczęło Ego – na dole jest fajny bar. Wypijemy coś, pogadamy, bo ta nasza Kasia, to chyba nigdy sama się nie zdecyduje.

– A dają tam coś do jedzenia? Bo ja w sumie głodne jestem – dopytywało Serce.

– Jasne, ty wiecznie głodne jesteś .

– Jak mam nie być głodne, skoro Kasia w ogóle mnie nie karmi! – oburzyło się Serce. –  Za to o Ciebie dba tak, że już Ci się guzik w spodniach nie dopina.

– Nie narzekam. – Ego poklepało się po wystającym brzuchu. – W sumie, to rzeczywiście jakieś chude jesteś. No dobra, w barze spokojnie coś zamówisz. Pamiętasz, byliśmy tam ostatnio na randce z Kaśką? Smakowała Ci sałatka.

– W takim razie idziemy. – Serce puknęło głośniej z radości.

Gdy już dotarli na miejsce i zamówili po kuflu piwa, Serce zaczęło.

– Pamiętasz, jak przez całe studia Kaśka marzyła o stworzeniu takiej szkoły artystycznej?  Planowała, jakie zajęcia będzie organizować. Przecież nawet  jej licencjat to był biznes plan takiej szkoły.

– Jasne – odpowiedziało Ego. – Marzyła, planowała i dorosła. A skoro dorosła, nie może już żyć mrzonkami.

– Co ty chrzanisz? Jakie mrzonki? – Serce zaczęło pulsować szybciej.

– Spokojnie, bo Cię zaraz krew zaleje. Co tak się złościsz? Pamiętasz klasę maturalną i projekt artystycznej gazetki? – Serce kiwnęło głową. – Pamiętasz, jak to się skończyło? Tyle biegania, załatwiania. Przez dwa miesiące żyła tylko tym. Gdy przedstawiała pierwszy numer dyrektorowi, ten nie wyraził zgody na następny. Pamiętasz, jak to przeżywała? Teraz będzie tak samo z tą szkołą artystyczną. Włoży dużo pracy i nic z tego nie wyjdzie. Tak jak wtedy.

– Ale przecież wtedy wyszło. Pierwszy numer rozszedł się po całej szkole, a drugi się nie ukazał, bo szkoła musiała przeznaczyć fundusze na coś innego. Pamiętasz, jaka była szczęśliwa, projektując logo? Namawiając kolegów z klasy do napisania artykułów? Przecież to była prawdziwa Kaśka!

– I co z tego? Mrzonki mrzonkami, a rzeczywistość jest brutalna. Skąd wiesz, że teraz będzie inaczej? Ludzie nie mają czasu i pieniędzy na takie coś jak zajęcia artystyczne. A ona znowu się nakręci i przeżyje zawód.

– To co? Ma udawać kogoś, kim nie jest i nadal tkwić w tej firmie?

Serce było bliskie zawału. Nie wiadomo, jak potoczyłaby się dalej ta rozmowa, gdyby kelnerka nie postawiła przed nim sałatki. Po dwóch kęsach Serce się odezwało.

– Masz rację. Przeżyła wtedy ogromny zawód, ale przecież to nie przekreśla tego, że praca nad gazetką dała jej dużo radości.

– Masz rację – odezwało się pojednawczo Ego. – Po prostu nie chce, by znowu przez to przechodziła, jeśli się nie uda. Przecież ma dobrą pracę, może awansować. Nie mów, że nie podobają Ci się te wszystkie dodatki: świetna pensja, bezpieczna przyszłość, szacunek.

– Fajne to wszystko, tylko zauważyłeś, że ona jest jakaś przygaszona? W gruncie rzeczy to udaje w tej pracy kogoś, kim nie jest. Przecież ona nigdy nie lubiła pisać tych sprawozdań, a te notoryczne tłumaczenie się szefowi tylko ją męczy. Niby ma pełne konto, świetny samochód, na wakacje może jechać, gdzie chce, ale… to nie jest ona. Nosi maskę, pod którą kryje się nieszczęśliwa kobieta.

– Coś jest z tą maską – zadumało się Ego.

Przez kilka minut milczeli. Serce jadło swoją sałatkę, Ego wzięło łyk piwa.

– Wiesz co Serce? – przerwało milczenie Ego. – Tak myślę o tej masce. Masz rację, ale dzięki temu jest bezpieczna.  I tyle osiągnęła. Wiesz, ten awans, to tak podniesie jej prestiż w firmie. A rodzice jacy będą dumni.

– A myślę, że mimo tego całego splendoru, dodatkowych pieniędzy, ona nadal będzie nieszczęśliwa. Wiesz, ona w swoim obecnym życiu nic nie czuje. Nie tylko nie przeżywa zawodów, ale też nie czuje radości, ani nadziei. Nic jej nie ekscytuje. Jest jakaś taka pusta. Ten brak czucia, to brak życia.

– Przestań się tak emocjonować Serce. To przez to jesteś takie wychudzone. Bierz przykład ze mnie. Zobacz jak mi służy logika i zdrowy rozsądek – Ego rozpięło guzik u spodni, które zaczęły go uwierać.
– Wiesz co Ego? Czasami trzeba zaryzykować. Na pewno, jeśli pójdzie za tym, co ja jej podpowiadam, może to być trudne. Na pewno będzie musiała spędzić dużo czasu na przygotowaniach. Założę się, że gdy zdejmie tę nieszczęsną maskę zimnej, niezależnej kobiety, przez jakiś czas będzie czuła się bezbronna. Ale od tego zaczyna się poznawanie siebie, prawdziwe dojrzewanie. Nie masz czasami wrażenia, że ona zatrzymała się w tej klasie maturalnej?

– No trochę tak.

– Krąży mi po głowie taki cytat: „Zbyt wielu ludzi przecenia to, kim nie jest i nie docenia tego, kim jest”*.

– Truizm.

– Może i truizm, ale prawdziwy. Zauważ, że Kaśka im dłużej pracuje w tym miejscu, tym ma mniej do powiedzenia. Przestała robić cokolwiek dla siebie. Pamiętasz, jak kiedyś przyciągała do siebie ludzi, gdy zaczynała opowiadać o swoich pasjach? Nikogo nie udawała, niczego nikomu nie próbowała udowodnić  – i właśnie tym przyciągała ludzi do siebie. Zniknęły pasje, zniknęli ludzie wokół niej. – Ego pokiwało w milczeniu głową.

– A jeśli… – Ego chciało jeszcze coś powiedzieć, ale Serce nie pozwoliło mu na to.

– Wiesz, to wielkie wyzwanie, by pokazać się takim, jakim się jest naprawdę, nie tylko sobie. A Kaśka tego nie robiła od lat. Ale naprawdę wierzę, że ona wtedy odnajdzie miłość. Znowu pokocha siebie.

Ego czknęło.

– Co? Ironia cię przepełnia? – zapytało Serce.

– Nie, mądrości od Ciebie mi się odbijają.

– Myśl sobie, co chcesz, ale prawdziwe życie zaczyna się tam, gdzie kończy się strach.

– A świat zaczyna pokazywać nowe możliwości – uśmiechnęło się Ego. Dopijając piwo milczało przez dłuższy czas. Co raz zerkało na wychudzone Serce i swój wystający brzuch. – Chodź już do domu, bo późno – odezwało się w końcu. – Jutro zajmiemy się Kasią tak, by zaczęła karmić nas oboje.

 

 

*MALCOLM S. FORBES